Boże który jesteś

gry komputerowe |gitara |Mechanik kraków

„Boże, który jesteś we mnie i wszędzie, już nigdy niczego sam z siebie.
Wskakuję na Kasztankę. Po co wskoczyłem Ben! Będą chcieli go przesłuchać, więc jadę po niego. Wróci na Kasztance, a ja zastąpię go na kombajnie. Ochłonął już trochę. Musi wyspowiadać się przed policją. Poproszę go, aby zrobił wszystko, żeby Romana nie zabrali ze sobą, odciski mogą wziąć na miejscu. Zresztą i tak niczego nie wskórają, nie policja rządzi światem.
KASZTANKA Kuba
Pędzę po Bena galopem i cwałem, drogą na skróty. Kasztanka spisuje się na medal, skoczyłaby w ogień, gdyby zaszła potrzeba. Nie dziwota, arabka czystej krwi. Trzeba zadbać, aby się nie zmarnowała. Ta klacz to czyste złoto, tak jak Ben; Roman też był chodzącym złotem, ale skręcił w nieodpowiedni zaułek. Nikt nie ma przed sobą prostej drogi, ciągle pod górę i po kamieniach. O siebie jestem spokojny. Bena muszę pilnować, teraz w nim nadzieja, tylko w nim moja krew. O siebie nie dbam, Kuba ze stali, z dobrej boskiej stali. Śmierć Romana dźgnęła w serce, nie tak jak śmierć jego matki. Baba z wozu, koniom lżej pomyślałem, kiedy znalazłem martwą Marię wśród jej ukochanych kóz. Nienawidziłem Marii, bo tak ona, jak jej kozy, podkopały zdrowie Hanki, urągały jej dumie. Koza stworzona dla biedoty, w porządnym gospodarstwie nie ma dla niej miejsca, tu nie góry, a gdyby nawet. Szwajcarzy, choć w Alpach, nie kozy hodują, lecz krowy, i dzwonki wieszają im na szyi, wielkie jak siwaki. Dlatego nie wpuściłem kóz do obejścia, na pastwisku nieustannie przebywały i nie Ben zbił dla nich szopę na pastwisku, to jej bracia i kuzyni sklecili tę hańbę. Wszystko diabli wzięli, zaczynamy od początku, od zera, jak po wojnie. Bo trup sypnął się gęsto. Dobrze, że teraz żniwa, człowiek nie musi myśleć o powrozie czy o czymś gorszym, tylko zimą i jesienią rodzą się ciemne myśli, łatwo się wtedy tak rozpić, jak i skumać z diabłem. W żniwa nie uchodzi coś takiego. Wszystko dokoła tak piękne, że można rozpłakać się ze szczęścia. Coś ściska za gardło, gdy patrzę na łan dojrzałej pszenicy. Jak byłem młody, w każdą niedzielę ciągnąłem Hankę w pole.“(11)

<<<< MEMOIRES pisane w 1826 | Był rok 186 pne Hispala Facenia >>>>

Kwatery sudety |Ubrania piłkarskie |śmieszny prezent